Kim jest sąsiad? - sonda”Gazety”
Sąsiad to ktoś, kto mieszka w pobliżu kogoś, na terenie graniczącym z danym terenem. Sąsiad może być bliski, daleki, dobry i dokuczliwy. Są sąsiedzi przez miedzę, przez ścianę. Sąsiedzi z jednej klatki i z tego samego bloku - czytamy w Słowniku języka polskiego PWN. A co dla nas znaczy słowo “sąsiad”?
O odpowiedź na to pytanie poprosiliśmy zarówno krakowian, jak i przyjezdnych. Okazuje się, że “sąsiad” dla nich to niekoniecznie to samo, co jest napisane w słowniku.
Małgorzata Chrobak, 31 lat, zajmuje się wychowywaniem dziecka, mieszka w dzielnicy Krowodrza:
- Sąsiad to ktoś, z kim warto dobrze żyć. Większość moich sąsiadów znam z imienia i nazwiska, ale z jedną z sąsiadek znamy się bardzo dobrze i często sobie pomagamy. Kiedy wychodzę do lekarza, to wiem, że mam z kim zostawić dziecko. I odwrotnie. Sąsiadka też wie, że może na mnie liczyć.
Aleksandra O Halmhain, 28 lat, tłumaczka jęz. angielskiego, mieszka w Skawinie:
- Dla mnie sąsiad to ktoś, kto mieszka obok i nigdy go nie widać. Ale nie zawsze miałam takie wyobrażenie na temat sąsiadów. Urodziłam się i wychowywałam na Śląsku w kamienicy, która należała do naszej rodziny. Na 11 mieszkań tylko w dwóch mieszkały obce osoby. Reszta to była bliższa i dalsza rodzina. Wiedzieliśmy o sobie wszystko albo prawie wszystko. Każdy z nas też wiedział, że w razie czego ma na kogo liczyć.
Adam Wszoł, 48 lat, dyrektor regionalny w firmie ochroniarsko-usługowej:
- Swoich sąsiadów znam tylko pobieżnie. Zawsze mówimy sobie “dzień dobry”, czasem wymieniamy inne uprzejmości. I tyle. Powód? Dla mnie dom jest tylko sypialnią. Co kilka lat zmieniam adres. W tak krótkim czasie nie da się kogoś bliżej poznać. Wzorem sąsiadów są dla mnie osoby, które mieszkają w moim rodzinnym miasteczku, liczącym 5 tys. mieszkańców. Znamy się od podszewki. Lubimy ze sobą spędzać czas. I tak chyba powinno być.
Filip Wantuch, 13 lat, gimnazjalista, mieszka w Śródmieściu:
- Sąsiad to ktoś, kto mieszka w tej samej kamienicy. Tak szczerze mówiąc, to średnio znam swoich sąsiadów, a jeśli już, to tylko osoby w moim wieku.
Iza Belcik, 12 lat, uczennica szkoły podstawowej, mieszka w niewielkim miasteczku w województwie podkarpackim:
- Sąsiadka to moja koleżanka Kasia, która mieszka kilka metrów ode mnie i ma osiem lat. Często się razem bawimy, nieraz malujemy paznokcie, dużo gadamy. Sąsiadem jest też taki starszy pan Henio, któremu moi rodzice podarowali psa i teraz on często z tym psem chodzi na spacery i bardzo to lubi.
Stanisława Stwora, 89 lat, emerytowana nauczycielka, od 15 lat mieszka przy ul. Łobzowskiej:
- Sąsiedzi to powinni być ludzie, którzy się dobrze znają. Kiedyś tak było i dzięki temu ludzie byli bardziej weseli, otwarci. Teraz się zamykają ze swoim życiem w czterech ścianach. W naszej kamienicy na przykład jest dużo sublokatorów. To sympatyczni, młodzi ludzie, ale nie obchodzą ich jakieś bliższe kontakty sąsiedzkie. Trudno się dziwić, bo chyba częściej można ich zastać w pracy niż w mieszkaniu, które wynajmują. Ale z drugiej strony szkoda. Zwłaszcza takiej osobie jak ja, bo w tym cichym domu spędzam samotnie mnóstwo czasu i niekiedy miałabym ochotę tak zwyczajnie z kimś porozmawiać, a nie tylko usłyszeć grzeczne “dzień dobry” i “do widzenia”.
Maria Jenner, 83 lata, artysta plastyk, od urodzenia mieszka w kamienicy przy ul. Piłsudskiego:
- Sąsiad to kiedyś była instytucja. Dzisiaj to najczęściej osoba, którą znam tylko z widzenia. Czasem siedzę w oknie i widzę jak ludzie, którzy mieszkają obok, wracają z pracy, większość ma zupełnie obce twarze. A jeszcze kilkadziesiąt lat temu nasza kamienica tętniła życiem. Ludzie się dobrze znali i każdy wiedział, co u innych słychać. Dozorczyni nawet była moją nianią. Dziś pociesza mnie myśl, że w tym samym budynku mieszkają dwie moje córki. Dzięki nim nie czuję się samotna. Bez ich sąsiedztwa pewnie byłoby różnie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Artykuł dodał kamil, sierpień 11th, 2007