Ogródki, Planty, przystanek - tam nie zapalisz?
Koniec z paleniem na ławce na Plantach, na przystanku tramwajowym, a może nawet w ogródku kawiarnianym? Za walkę z nałogiem tytoniowym wzięli się wczoraj na poważnie krakowscy radni.
Projekt uchwały o ustaleniu w Krakowie stref wolnych od dymu tytoniowego budzi ogromne emocje. Ale i aprobatę, bo wśród radnych palacze są w mniejszości (w klubie PiS-u palą 3 osoby na 16, w PO 8 na 22, płuca niszczy też sobie trójka radnych niezależnych). - Wiemy dokładnie, kto pali, bo pod koniec każdej sesji zawsze zaczyna nam brakować papierosów, więc wtedy nawzajem się wspieramy - zdradza Paweł Sularz, szef klubu PO, który choć sam wypala dwie paczki dziennie, uważa, że strefy należy częściowo wprowadzić. Zgodnie z projektem uchwały (jej inicjatorką jest radna PO Marta Patena) zakaz palenia obowiązywałby: na przystankach komunikacji miejskiej, na placach zabaw, na Plantach, na Błoniach oraz w parkach Krakowskim i Bednarskiego.
Kajetan d’Obyrn, PO (wypala paczkę na dzień): - Błonia to przesada, lubię przejść sobie przez nie z papierosem w ręku. Ale na przystankach i w ogródkach jordanowskich taki nakaz jest konieczny.
Józef Pilch, PiS (niepalący), jest zwolennikiem radykalnych rozwiązań: - Z przyjemnością siadam z żoną w ogródku kawiarnianym na Rynku, ale denerwuje mnie, jak ktoś z tyłu pali. Dlatego uważam, że palenia powinno zabronić się we wszystkich restauracjach i pubach - w zamian ich właściciele mogą wydzielić osobne miejsca dla palaczy. Na Plantach zakaz jest konieczny - w końcu na ławkach siadają ludzie starsi, dlaczego palący obok mają niszczyć im zdrowie? Tak jak staramy się ludzi oduczyć picia alkoholu, tak możemy też walczyć z papierosami - podkreśla radny.
W Krakowie zakaz palenia na przystankach wprowadzono już raz, na początku lat 90., ale wówczas prawo lokalne uchylił Naczelny Sąd Administracyjny, bo obszar objęty zakazem nie był jasno określony. Teraz strefa beztytoniowa rozciągałaby się 15 metrów w promieniu od przystanku, czyli od słupka z tabliczką. Radni martwią się tylko, że szwankować mogłoby egzekwowanie zakazu - w końcu strażnicy miejscy mają na głowie poważniejsze wykroczenia niż zaciągnięcie się papierosem w miejscu niedozwolonym. - Przed laty rzeczywiście strażnicy nie gonili palących, ale wówczas było ich 30. Teraz strażników jest kilkuset, więc może wystarczy im i na to czasu - pociesza się Sularz.
Decyzja w sprawie stref bez tytoniu zapadnie na sesji za dwa tygodnie. Zakaz na przystankach jest niemal przesądzony, przyszłość palaczy na Plantach wciąż jeszcze jest niewiadomą.
W samym magistracie radni dalszych ograniczeń w paleniu wprowadzać nie zamierzają. Obecnie palić mogą tylko przed salą obrad, przed szatnią oraz … w gabinecie prezydenta, który słynie z palenia cygar.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Artykuł dodał kamil, grudzień 6th, 2007