Brak wizji to choroba
Brzydki, zawadzający budynek może zostać zmieniony w piękny punkt orientacyjny, wzbogacając panoramę Krakowa, wyznaczając tym samym nową fazę rozwoju urbanistycznego miasta - mówi prof. Hans Kollhoff
Dawid Hajok: Polskie miasta coraz śmielej sięgają po współczesne, nierzadko apokryficzne figury architektoniczne, które mają świadczyć o ich ekonomicznym rozwoju. Za modą na wysokościowce, której uległa już dawno Warszawa, podążyły także Wrocław, Gdańsk czy Katowice. Kraków z coraz większym trudem opiera się temu trendowi.
Hans Kollhoff: Kraków posiada tak piękną panoramę, że nie musi podążać za tą modą. Prawdę mówiąc, nie powinien poddawać się żadnej modzie, ale konsekwentnie kontynuować długą tradycję udoskonalania swojego wizerunku zgodnie z własną, niepowtarzalną fizjognomią. W ramach tej strategii rozbudowy i dogęszczania tkanki miejskiej możliwe jest wyrażenie współczesnego rozwoju ekonomicznego miasta w wyrazisty sposób, bez powielania powszechnych trendów. Innymi słowy - trzeba unikać dość banalnego zestawiania futurystycznych ikon, które w krótkim czasie mogą stać się przestarzałe, z na pozór staromodnym miastem, doskonale jednak zaspokajającym współczesne potrzeby jego mieszkańców.
Czy obserwowana w Polsce w ostatnich latach i stale nasilająca się dynamika budowy wysokościowców nie jest spowodowana potrzebą leczenia pokomunistycznych kompleksów?
- Oczywiście, ta dynamika odzwierciedla w pewien sposób zmianę warunków ustrojowych, dojście do głosu sił kapitalistycznych. Nie ma w tym nic złego. Trzeba jednak pamiętać, że siły te mogą być niebezpieczne dla organicznego rozwoju miasta. Dlatego wymagają odpowiedniego ukierunkowania. W innym razie może się okazać, że brak całościowej wizji niczym złośliwy rak zniszczy dziedziczoną przez pokolenia wyjątkową strukturę miasta, a wraz z nią zatraci się wyrafinowana tożsamość kulturowa Krakowa.
Spółka TreiMorfa, która jest właścicielem budynku NOT-u, zaprosiła Pana do współpracy nad projektem dokończenia naszego “szkieletora”. Dlaczego podjął się Pan tego wyzwania?
- Moje biuro znane jest z tego, że posiadamy bogate doświadczenie w dziedzinie integrowania nowoczesnych drapaczy chmur z historycznym kontekstem miasta. W zabytkowym centrum Hagi trwa właśnie budowa dwóch 140-metrowych wież, które zaprojektowaliśmy dla holenderskiego ministerstwa spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Było to nie lada wyzwanie. Musieliśmy połączyć dwie ogromne budowle z niską zabudową starego holenderskiego miasta. Wierzę, że właśnie dlatego spółka TreiMorfa zaprosiła nas do współpracy przy krakowskim projekcie. Oczywiście, skorzystaliśmy z tej okazji, aby udowodnić, że brzydki, zawadzający budynek może zostać zmieniony w piękny punkt orientacyjny, wzbogacając tym samym panoramę Krakowa i wyznaczając dlań nową fazę rozwoju urbanistycznego.
Jednym z podstawowych tematów podejmowanych często w publicznej debacie na temat przyszłości Krakowa jest kwestia ewentualnej lokalizacji strefy wysokiej zabudowy. Główny architekt miasta Andrzej Wyżykowski, a także miejscy urbaniści rozważają możliwość utworzenia takiego obszaru pomiędzy budynkiem NOT-u a popularnym “błękitkiem”. Czy modernizacja “szkieletora” mogłaby zapoczątkować ten proces?
- Generalnie zgadzam się, że dobrym pomysłem jest rozszerzenie centrum miasta, bo pozwoli to usprawnić jego funkcjonowanie. Uważam jednak, że koncepcja przeniesienia centrów rozrywkowych, urzędów i biurowców na peryferia nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem. Proponowałbym raczej zatroszczenie się o tereny przylegające do głównych arterii i węzłów komunikacyjnych miasta i lokalizację tych funkcji właśnie w takich miejscach.
Holenderski malarz Piet Mondrian, jeden z fundatorów słynnej holenderskiej grupy De Stijl, mówił, że linie wertykalne i horyzontalne kontrastują ze sobą, a zarazem tworzą harmonię. Podobnie można by powiedzieć o relacji: wysoka zabudowa - panorama.
- Mondrian wypowiada się jako malarz, który ma do czynienia z dwuwymiarową powierzchnią. Jako architekci nawiązujemy do trójwymiarowej przestrzeni, której można doświadczyć na własnej skórze. Odpowiednikiem abstrakcyjnych kompozycji Mondriana w architekturze jest konstrukcyjna logika budowanej formy: linia pozioma staje się podłożem, na którym stoimy. Nasze doświadczenie pozwala nam zrozumieć te zmiany w momencie, kiedy zmienimy punkt widzenia. Dokładnie tak postrzegamy wieżowce. Drapacz chmur niezależnie od swojej wysokości dumnie stoi, starając się skomunikować z niebem.
W Krakowie pejzaż to rzecz święta. Szczególnie jeśli mowa o widoku na Stare Miasto, które skądinąd przepełnione jest kościelnymi wieżami. Czy da się wprowadzić w tę przestrzeń wysoką współczesną zabudowę w taki sposób, by nie zaburzyła charakteru miasta?
- Dokąd wieżowce będą naturalnie wyrastały z miejskiego otoczenia, zachowując odpowiednie proporcje, tak jak w przypadku każdego innego budynku, który pojawia się w strukturze miejskiej, tak długo będzie to zgodne z charakterem Starego Miasta. Zatem nie całkowita wysokość wieży winna być poddana ocenie i dyskusji, ale jej proporcje w odniesieniu do kontekstu, w którym się znajduje. W większości przypadków względy ekonomiczne powodują, że wieżowiec przestaje mieć charakter i formę wieży, a zaczyna być drapaczem chmur. Aby współczesna wieża dobrze pasowała do otaczających ją historycznych wież kościelnych, ratusza i starych budynków miejskich, musi być raczej smukła. Europejskie zabytkowe wieże kościelne są najlepszymi przykładami ówczesnych drapaczy chmur. Amerykanie nie wahali się ich skopiować. Jednym z takich przykładów jest budynek Woolworth, który jest dokładną kopią katedry w Strassburgu. Niestety, pierwsze powstające w Europie wieżowce wyrosły w abstrakcyjnym, nowoczesnym stylu. Dlatego też otacza nas tak wiele niezgrabnych pudełek zamiast eleganckich drapaczy chmur.
Ale “szkieletor” nie wyrósł z miejskiej tkanki w sposób naturalny, lecz został do niej arogancko doszyty. To symbol komunistycznej irracjonalności. Czy rzeczywiście temu budynkowi należy się druga szansa? Może lepszym rozwiązaniem byłoby zrównanie go z ziemią?
- W żadnym wypadku. Ja postrzegam go jako surowiec, który ma potencjał, by stać się pięknym, nowoczesnym dodatkiem do krakowskiego Starego Miasta. Ten potencjał należy wykorzystać. Wiele razy przyglądałem się “szkieletorowi” z różnych miejsc Krakowa i jestem przekonany, że jego lokalizacja znakomicie współgra z panoramą Krakowa. Każde stare miasto, nawet najpiękniejsze, musi się stale rozwijać, udoskonalać, rozszerzać, dostosowywać do nowych potrzeb i pragnień. Jego mieszkańcy i odwiedzający je turyści muszą widzieć, że ten organizm wciąż żyje. Inaczej stanie się muzeum przeszkadzającym we współczesnym życiu.
Użył Pan słowa “surowiec”… Francuski architekt i inżynier Paul Andreu posługuje się określeniem “poetyka konstrukcji”. Każdy poszczególny budynek traktuje jako serię problemów, które należy przezwyciężyć. Jak zamierza Pan przezwyciężyć problemy konstrukcyjne “szkieletora”. Czy to będzie poezja, czy proza?
- Jeżeli traktuje pan architekturę jako sztukę budowania tak, jak my to robimy, to wierzę, że wszelkie kwestie pragmatyczne i wymogi techniczne prowadzące do realizacji wyjątkowego projektu mogą zostać przemienione w poetycki sposób: proza zamienia się w lirykę.
Styl Pańskiej architektury określany jest jako historyzm. Większość z Pana dotychczasowych projektów, jak choćby wieżowiec Daimler Chrysler przy Potsdamer Platz w Berlinie, nawiązuje do wysokościowców z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. W dzisiejszych czasach może to być odebrane jako anachronizm.
- Ale co to są “nasze czasy”? To pojęcie zawiera w sobie wszystkie poprzednie epoki. Dlatego nie jest sztuką wymyślać ciągle nowe, dziwne kształty, ale sztuką jest, aby nowe pomysły były przynajmniej tak dobre, jak te historyczne. Z tego też względu współczesna stylistyka wieżowców jest raczej mierna, ponieważ budownictwo, tak jak architektura drapaczy chmur do lat 20., a nawet 50. ubiegłego stulecia, była oparta na konwencji budowania prywatnych domów z olbrzymimi oknami, wielkim wejściem z poziomu gruntu i wyraźnie zaznaczonym dachem. Każdy dom symbolizował swojego właściciela lub użytkownika, a razem charakteryzowały ulice, place, dzielnice. W ten sposób na przestrzeni lat miasta europejskie stały się wspaniałym symbolem żyjących w nich społeczeństw. Ja nie chcę, aby moje budynki wyglądały spektakularnie na pierwszy rzut oka. Wolę, żeby były przynajmniej tak dobre, jak nasza spuścizna, i żeby zapewniały najwyższy standard gościom z całego świata.
Hans Kollhoff
- profesor architektury w ETH w Zurychu. Autor budynków DaimlerChrysler Skyscraper przy Potsdamer Platz w Berlinie czy Landeszentralbank w Lipsku. Jego projekty cechuje klasyczna architektura wykorzystująca tradycyjne materiały, takie jak cegła czy kamień. Styl Kollhoffa oceniany jest także jako kontekstualny. Projektant często sięga bowiem po motywy zastane w otoczeniu, czerpiąc z kontekstu miejsca. Przyjmując zaproszenie spółki TreiMorfa, podjął się pracy nad projektem modernizacji budynku NOT-u (”szkieletora”) przy rondzie Mogilskim.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Artykuł dodał kamil, styczeń 20th, 2008