Nowa Huta: mieszkania w dawnej drukarni
Na os. Hutniczym, w sercu Nowej Huty, tuż przy al. Solidarności, stoi socrealistyczny budynek dawnej drukarni. Aby go zobaczyć, trzeba jednak wejść do podwórka. Schowany za ścianą monumentalnych reliktów minionej epoki, od razu rzuca się w oczy. Zabytkowy obiekt został zaadaptowany na mieszkania. Właśnie wprowadzają się do niego lokatorzy.
Budynek na os. Hutniczym 7 był typowym dla nowohuckiej zabudowy gmaszyskiem, niewybijającym się z otoczenia niczym szczególnym. Wokół są ustawione w geometrycznym porządku przysadziste i zupełnie nieoddające ludzkiej skali obiekty. Gdyby nie odbijająca się w słońcu piaskowo-żółta elewacja, wszystko wyglądałoby tu jak za czasów towarzysza Lenina.
Budynek powstał w latach 50., kiedy budowano Nową Hutę. Został wykonany bardzo starannie i do dziś stanowi przykład doskonałego rzemiosła budowlanego. - Geometria i podziały elewacji są niezwykle dokładne. Widać, że robili to fachowcy. Konserwator określił jego styl jako modernizm pilastrowy. Chodzi tu o wyraźne i rytmiczne podziały elewacji filarami. Charakter budynku trąci nieco okresem międzywojennym, jest to jednak typowy przykład architektury socrealistycznej - mówi Grzegorz Przechera z pracowni ID Biuro Projektów, które odpowiedzialne było za przygotowanie projektu.
Początkowe plany zagospodarowania obiektu przewidywały wprowadzenie do niego drobnych usług i punktów rzemieślniczych, ale jego losy potoczyły się inaczej. - Budynek prawdopodobnie do końca lat 80. pełnił funkcję filii Drukarni Narodowej. Po likwidacji zakładu w budynku miały swoją siedzibę m.in Spółdzielnia Pracy Krawców oraz hurtownia artykułów elektrycznych Elektro-Rem. O tym, że mieściła się tu drukarnia, informowało jedynie charakterystyczne dla wzornictwa lat 60. malowidło na fasadzie - mówi Jerzy Połomski, redaktor portalu “życie nowej huty”. Dziś nie ma tu śladu dawnej działalności. Zamiast tego pojawili się lokatorzy, którzy postanowili tu zamieszkać, doceniając ponadczasową jakość socjalistycznej architektury.
Inwestor, spółka River, kupił budynek w 2005 r. Adaptacja rozpoczęła się w roku następnym, a oficjalnie obiekt oddano do użytku w kwietniu br. - Wszystkie mieszkania rozeszły się w sześć miesięcy - mówi Tomasz Janowski z działu finansowego spółki.
Budynek, jak na odmłodzonego staruszka przystało, majestatycznie eksponuje swoje wdzięki w środku podwórka. - Zgodnie z zaleceniami konserwatora, który czuwa nad zabytkową zabudową Nowej Huty, przywróciliśmy wygląd elewacji do pierwotnej formy, oczyszczając ją ze wszystkich późniejszych naleciałości, takich jak daszki czy wiaty. To, co widzimy dziś, jest pierwowzorem tego, co oglądali pierwsi mieszkańcy osiedla. Zachowaliśmy też oryginalny podział stolarki okiennej oraz detal, który w przypadku architektury socrealistycznej nie jest wyjątkowo wyszukany - tłumaczy architekt.
Nowa funkcja budynku widoczna jest dopiero od progu. W jego wnętrzu, na przestrzeni pięciu kondygnacji, rozplanowano 45 mieszkań o powierzchni od 40 do 60 m kw. - Każde piętro ma 3 m wysokości, co jak na dzisiejsze warunki budownictwa mieszkalnego jest dość nietypowe. Budynek miał przedziwny podział. W środku był wielki, kilkudziesięciotonowy komin kotłowni, która działała w jego podziemnej części w latach 50. i 60. Wokół niego była ogromna plątanina pomieszczeń i ścianek działowych, nienadająca się do wykorzystania. Postanowiliśmy więc wszystko usunąć. Z oryginału zachowały się tylko ściany zewnętrzne i strop - zdradza Przechera.
Jedna z dwóch kondygnacji podziemnych mieścić będzie parking na 45 miejsc, który znajdował się tam już w latach 50. Obecnie trwają jeszcze prace związane z jego modernizacją. Na najniższym poziomie działa nadal wymiennikownia ciepła MPEC-u, która zaopatruje w energię cały kwartał.
Budynek na os. Hutniczym 7 jest przykładem poprawnej adaptacji obiektu poprzemysłowego na funkcję mieszkalną. Nie są to z jednak lofty, choć taką etykietę chciałoby mu przypiąć wielu miłośników Nowej Huty. Byłby to pierwszy przypadek tego typu realizacji w regionie. - Z pewnością nie są to lofty. Można by tak mówić, gdyby na każdej kondygnacji znalazły się co najwyżej dwa przestronne mieszkania - mówi Przechera.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Artykuł dodał kamil, styczeń 20th, 2008